Kup „Żar Sahelu”

„Za głosem sangomy" Nakład wyczerpany

Szamanizm

          Dlaczego szamanizm? Dlaczego – podobnie jak miliony ludzi we współczesnym świecie – fascynuje mnie ten temat? Dlaczego zaproponowałam Uniwersytetowi Warszawskiemu wprowadzenie nauki o szamanizmie? Dlaczego ten temat pojawia się w moich książkach? Dużo tego „dlaczego”…

          Może dlatego, że człowiek z natury jest istotą religijną, myślącą magicznie. Odkąd nasz mózg wykształcił się na tyle by spytać, czemu codziennie wschodzi słońce, zaczęliśmy się również zastanawiać dlaczego ono wschodzi, czy ktoś za tym stoi, co z tego dla nas wynika. Można uznać szamanizm za najstarszą formę wierzeń religijnych świata. Ateizm przyszedł dość późno, szamanizm istniał od początku myślenia. A mimo tego do dziś nie doczekał się obowiązującej definicji! Do dzisiaj naukowcy spierają się czym tak naprawdę jest i czy występuje wszędzie, czy tylko na Syberii skąd pochodzi jego nazwa. Ale od początku…

         Słowo szaman w językach europejskich zawdzięczamy niesubordynowanemu księdzu imieniem Avvakum, który został zesłany na Syberię na początku lat ’50 XVII wieku przez patriarchę Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Trafił on na ziemię ludu Evenki hodującego renifery. Zanim został zgładzony za herezję w 1682 roku, podróżował wraz z Evenki i zapoczątkował gałąź wiedzy, którą nazywa się nauką o szamanizmie (ang. study of shamanism). Evenki wymawiali to słowo z akcentem na drugą sylabę. Przez następne stulecia zesłańcy syberyjscy, będący często świetnie wykształconymi ludźmi, spisywali informacje o szamanach u przeróżnych grup etnicznych zamieszkujących Syberię: Nenet, Mansi, Khanty, Ngansan, Enet, Jakut, Tungus-Manchurian i in. Poszczególne grupy i ich wierzenia różniły się między sobą, ale coś co zaczęto nazywać szamanizmem, łączyły pewne cechy wspólne, mi.in. przekonanie o istnieniu świata duchowego i możliwości kontaktu z nim. Żeby było zabawniej, sami Evenki też nie mieli definicji szamanizmu. Oni po prostu wiedzieli, co to jest!

         Znany badacz zagadnienia, Mircea Eliade, uznaje za szamanizm sensu stricto zjawisko zasadniczo syberyjskie i środkowoazjatyckie, ale czasami używa go w odniesieniu do Ameryki Pn i Pd. Na każdym kontynencie są ludzie, którzy określają się mianem szamanów lub wykonują praktyki określane przez naukowców jako szamańskie. Polski naukowiec Andrzej Szyjewski uważa, że „szamanizm stanowi zjawisko tak rozpowszechnione, że uzasadnione jest uważanie go za uniwersalne. (…) szamanizm współistnieje z innymi formami religii czy magii i w miarę bezboleśnie się z nimi przenika. (…) nie jest statycznym zespołem cech, mogą one bowiem zmieniać się w czasie i przestrzeni” (to jest właśnie przyczyną problemów z jego definiowaniem).

          Może więc łatwiej będzie zastanowić się, kim jest właściwie szaman i jakie są jego zadania. Oj, tutaj lista jest naprawdę długa! Profesor Szyjewski uważa, że „(szamani) to osoby, które potrafią kontaktować się z rzeczywistością przekraczającą wymiar naoczności, ze światem dusz i bogów, zarówno w postaci podziemnej krainy zmarłych i krwiożerczych demonów, jak i niebiańskich sfer, oraz z duchami obecnymi w otoczeniu przyrodniczym. (…) szaman postrzega duchową stronę rzeczywistości, która w normalnych warunkach jest niewidzialna, jest obdarzony swoistym wzrokiem. (…) Dzięki zdobytemu w zaświatach doświadczeniu i znajomości reguł rządzących kosmicznymi strukturami szamani są przede wszystkim uzdrawiaczami, z punktu widzenia bowiem kultur tradycyjnych choroba jest zaburzeniem równowagi jednostki, wywołanej przez interwencję obcej siły duchowej, demona, ducha zmarłego lub boga.” Tak więc szaman jest medykiem. Leczenie ludzi to jedno z jego najważniejszych zadań. I celowo nie używam słowa „znachor”, bo ono kojarzy się negatywnie. Medyk to człowiek gruntownie wykształcony w medycynie naturalnej, tradycyjnej. Jeśli ukąsi nas w buszu jakieś urocze, pełzające stworzenie, to zdążymy umrzeć zanim przylecą do nas Latający Doktorzy albo Lekarze Świata. Ale jeśli trafimy na czas do szamana… On z pewnością rozpozna co nas ugryzło i jeśli tylko istnieje antidotum, uratuje nas. Bo szaman mieszka na tej ziemi od zawsze i jego przodkowie i nauczyciele też, znają więc wszystkie stworzenia i wszystkie zioła, które mogą pomóc. A co ważne, szamani muszą leczyć pacjenta nie tylko z chorób ciała ale i duszy. Pełnią więc też rolę psychologów i psychoterapeutów.

         Szamanów można też uznać za pierwszych filozofów świata, pierwszych ludzi nie tylko zadających pytania natury filozoficznej ale i szukających i często znajdujących na nie odpowiedzi. Szamani wierzą, że świat składa się z niezliczonej ilości opozycji i, że wszechświat utrzymuje się w równowadze. Jednym z zdań szamana jest przywracać tę równowagę tam, gdzie zostaje ona zakłócona.

         Jakie funkcje jeszcze pełnią szamani? Rozliczne! Szaman pełni rolę kapłana, wraz ze wszystkimi obowiązkami i prawami stanu kapłańskiego. Odprawia ceremonie zaślubin, pogrzebów, oczyszczania z grzechu, egzorcyzmów, składania ofiar etc. Jest również czarownikiem, a granica między jedną a drugą profesją jest w wielu kulturach bardzo płynna.

         Szaman przeprowadza również duszę do następnego życia. Można więc powiedzieć, że pełni taką funkcję na księża chowający zmarłych i odprawiających mszę i modlitwy za zmarłych – pomagają pójść duszy dalej. Czy to będzie niebo czy następne wcielenie jest już kwestia umowną.

          Szaman potrafi kontaktować się z bytami duchowymi. Takie byty występują w różnych religiach i różnie są postrzegane. Chrześcijanie, muzułmanie i żydzi wierzą w istnienie aniołów. Mają nawet aniołów stróżów. Hindusi mają devy. Buddyści boddhisatvów. Wyznawcy religii animistycznych wierzą w opiekę duchów przodków. Wszystkie te byty łączy, moim zdaniem, jedno – nie widać ich gołym okiem ale ludzie wierzą, że roztaczają nad nami opiekę i mogą zanosić nasze modlitwy do Boga. W jednych religiach między człowiekiem a Bogiem pośredniczy kapłan, w innych ten kontakt jest osobisty. W kulturach plemiennych taką osobą pomagającą jest szaman. On ma kontakt ze światem duchowym, niewidzialnym. On lub ona (!) może przywołać pomocne duchy lub odgonić te, które ludziom szkodzą. Może im pomóc odnaleźć drogę… dalej… Cokolwiek to znaczy…

          Poza tym szamani są mediatorami, prawnikami, doradcami, wróżbitami (mogą zasięgać porad u duchów przodków albo innych bytów) i – co bardzo ważne – strażnikami tradycji. Wiedza, którą posiadają, sięga tysięcy lat wstecz. Jest przekazywana z pokolenia na pokolenie różnymi metodami tak, by nie zmienić niczego. Jak to możliwe? Ciężką pracą wszystko można osiągnąć. Najważniejsze księgi indyjskie były najpierw literaturą ustną. Uczono adeptów sztuk i kapłanów opowiadać je od początku do końca i od końca do początku, od środka wstecz i w przód. Szamani też mają swoje metody nauki. A każdy szaman może, a nawet powinien, dodać do starych historii najważniejsze wydarzenia ze współczesnych sobie czasów. W ten sposób mitologia miesza się z historią i legendami plemiennymi. I każde następne pokolenie będzie powtarzać to, co przekażą im starsi, a potem doda coś ważnego od siebie.

          Szaman… Strasznie zajęty człowiek… Pewnie się zastanawiacie, jak można zostać szamanem? Czy to taki zawód jak ksiądz? No cóż… Czasami jest to takie powołanie, a czasami zupełnie inne, niezależne od człowieka. Sangomy na przykład zostają powołane do pełnienia swej funkcji przez duchy przodków. Zostają wybrane jak Mutsa z mojej pierwszej powieści, „Za głosem sangomy”. Za głosem szamana można podążyć, posłuchać jego rad. Można je też zignorować. Wtedy oczywiście wszelkie jego przepowiednie stracą sens, bo pójdziemy w inne miejsce, spotkamy innych ludzi. Ale skoro już ktoś wierzy w moce szamana i prosi o radę, zazwyczaj go słucha. A szaman przecież znakomicie zna swój lud, jego obyczaje, ograniczenia, tabu, jego nakazy i zakazy, relacje pomiędzy poszczególnymi członkami swej społeczności. I dzięki temu wie, co dla człowieka dobre. Dlatego umie mądrze doradzić.

          Szamanizm to temat rzeka, w żaden sposób go tu nie opiszę wyczerpująco. Chciałam tylko trochę przybliżyć Wam to niezwykłe zagadnienie. W obu moich książkach występują szamani, zupełnie różni szamani, ale nie są to książki o szamanach. Są to powieści, których akcja rozgrywa się w Afryce a szamani wpleceni są w fabułę. I raz pomagają bohaterom, innym razem wręcz przeciwnie… Zawsze jednak mają swoje racje. Choć dla nas czasami zupełnie niezrozumiałe…

         Moja koleżanka, osoba dużo podróżująca po świecie i mająca rozległą wiedzę, Krysia Cippert, odwiedziła sangomę! Prawdziwą, nie taką oszukaną dla turystów. I była tak dobra, że napisała relację z tego spotkania. Oto ona:

Moja wizyta u sangomy.

Soweto 07.11.2011

                                                                

         Po lekturze książki Agnieszki Podoleckiej „Za głosem sangomy” bardzo zainteresowała mnie rola sangomy w kulturze afrykańskiej. Postanowiłam spotkać się z sangomą w RPA i sprawdzić jak takie spotkanie przebiega. Tak naprawdę to bardziej chodziło mi o sam spektakl niż o wiedzę  dotyczącą mojej przeszłości i przyszłości.
         Wiedziałam z lektury książki, że nie muszę mówić sangomie o moich problemach, bo ona sama odczyta z moich myśli co dla mnie jest najważniejsze .
Nie miałam pojęcia  jak się przygotować do tego spotkania, bo nigdy nie byłam 
u wróżki. Jeszcze przed przyjazdem do RPA marudziłam  organizatorce naszej wyprawy, że chcę spotkać się z sangomą, a ona nieodmiennie powtarzała, że spróbuje to zorganizować, choć moje życzenie jest mocno niestandardowe.
         W końcu niespodziewanie nadszedł ten dzień – w trakcie wycieczki po Soweto nasz lokalny przewodnik uprzedzony o moim oryginalnym życzeniu, podjechał pod jeden z domów i powiedział – tu mieszka sangoma. Na ścianie domu był  wymalowany napis, że urzęduje tu uzdrowiciel. Poszłam posłusznie za moim przewodnikiem, a moi trzej towarzysze podróży zgodzili się czekać na mnie  w samochodzie.
         Sangoma okazała się młodą osobą, która mówiła całkiem dobrze po angielsku. Towarzyszyły jej dwie młodsze od niej dziewczyny, jak się potem okazało praktykantki. Zaprowadzono mnie przez małe podwórko do maleńkiego pokoiku, gdzie na podłodze były rozłożone skóry, a na ścianach wisiały półki z różnymi słoikami i  butelkami pełnymi czegoś.
         Od razu  na wstępie popełniłam pierwszą niezręczność, bo do pokoiku weszłam w sandałach. Sangoma natychmiast zareagowała, że to niedozwolone. Musiałam wyjść zdjąć sandały i ponownie wejść. Sangoma poprosiła mnie abym położyła na skórze 300 Randów. Miałam świadomość, że  takie spotkanie będzie kosztowało, bo w końcu sangoma musi z czegoś żyć. To jej zawód, nie tylko powołanie.
         Sangoma położyła pieniądze pod skórę, wzięła do rąk mieszek wykonany ze skóry pokrytej włosiem, w którym były różne przedmioty. Zapytała mnie o nazwisko panieńskie mojej mamy, powtórzyła je wsypując do mieszka jakiś czarny proszek, potem zapytała mnie o nazwisko mojego ojca i powtarzając je wsypała do mieszka czarny proszek. Potrząsnęła mieszkiem i kilkakrotnie chórem wszystkie trzy dziewczyny wypowiedziały jakieś słowa. Brzmiało to bardzo głośno i dynamicznie.
         Po tym sangoma wysypała przedmioty z mieszka na skórę,  pod którą były pieniądze. Wśród wysypanych przedmiotów były: dwa kawałki rogów, kostka domina, biała i czarna kostka taka jak do domina, ale bez punktów, małe kostki jakiś zwierząt, muszelki,  kawałek suchej gałęzi i jeszcze jakieś inne niezidentyfikowane małe przedmioty.
         Sangoma zapytała mnie czy pamiętam swoje sny. Czy budzę się rano zmęczona i niewyspana? Czy budzę się w nocy zlana potem? Czy swędzą mnie wnętrza dłoni jeśli coś ma się zdarzyć? Czy zdarza mi się słyszeć głosy np. w ciemności, a potem okazuje się, że wokół nikogo nie ma?
         Po serii pytań powiedziała mi kilka zdań na temat:
1/ oczekiwań duchów moich przodków w stosunku do mnie
2/ moich relacji z otoczeniem i postrzegania mnie przez otoczenie
3/ Ewentualnych zdarzeń w mojej przyszłości.
Było coś na temat niekorzystnych zdarzeń związanych z samochodem. Przepowiednia po części się już spełniła, bo w rezerwacie w czasie nocnego safari złapaliśmy gumę, a wiadomo, że nie należy wychodzić z samochodu w buszu i zgubiłam gdzieś na wyjeździe wizytownik z prawem jazdy.
         Oczywiście niekorzystne zdarzenia mogą się zdarzyć, ale nie muszą.
Aby ich uniknąć należy modlić się do duchów przodków oraz palić wyłącznie białe świece.
         W trakcie wygłaszania przepowiedni sangoma kilkakrotnie porozumiewała się z pozostałymi dziewczynami. Wyglądało to na dyskretne naradzanie się lub  szkolenie. Ponieważ miałam problem ze zrozumieniem niektórych przekazów sangoma polecała najmłodszej dziewczynce, aby mi tłumaczyła przekaz własnymi prostymi słowami.
         Sangoma zapytała mnie na koniec  czy mam jakieś dodatkowe pytania.
Zupełnie zapomniałam, że sangoma to również uzdrowiciel i nie zadałam żadnego pytania na temat zdrowia. Byłam zdezorientowana sytuacją. Uświadomiłam sobie,  że jestem na końcu świata, odbywa się ważne spotkanie, które raz po raz jest przerywane, ja nie jestem do niego przygotowana, wszystko jest dla mnie nowe, nie wiem jak się zachować …..totalny brak kontroli sytuacji co w normalnym życiu zdarza mi się niezwykle rzadko.
         Pięknie podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam. I na tym skończyła się moja przygoda z sangomą. Dopiero po wizycie przeczytałam materiał naukowy o sangomach od Agnieszki i kilka spraw mi się wyjaśniło. Oczywiście teraz już wiem jakie pytania powinnam jeszcze zadać, ale nie jestem pewna czy chciałabym je zadać tej samej sangomie.

Krystyna Cippert